Musical miesiąca: Come From Away
![]() |
| fot.: http://imgarit.pw/come-from-away-uk-tour.html |
Bardzo rzadko zdarza mi się, żeby jakiś musical zachwycił mnie przy pierwszym przesłuchaniu. Zazwyczaj potrzebuję trochę się osłuchać z muzyką, żeby móc wydać o danym albumie jakiś wiarygodny werdykt. Ale od tej, jak i od każdej zasady, są wyjątki. A jednym z takich wyjątków było dla mnie Come From Away, w którym od pierwszych nut czułam się jak w domu. Co bardzo zresztą pasuje do musicalu, którego tematem jest... gościnność.
Kto inny mógłby stworzyć musical o gościnności, jeśli nie para Kanadyjczyków? Za to zadanie zabrali się Irene Sankoff i David Hein. Come From Away to jeden z nielicznych nieamerykańskich musicali, które zostały docenione na Broadwayu. A stało się to być może dlatego, że jego akcja rozpoczyna się w szczególnie ważnym dla Amerykanów dniu: 11 września 2001 roku. Ten dzień był przełomowy nie tylko dla Stanów Zjednoczonych, ale i dla całego świata. Wszyscy dobrze znamy historię ataku na World Trade Center, ale zamyka się ona dla nas zazwyczaj w obrębie Nowego Jorku. Tymczasem konsekwencje wydarzeń 11 września dotknęły bezpośrednio ludzi z całego świata. Odczuli je między innymi pasażerowie 38 samolotów, które po zamknięciu amerykańskiej przestrzeni powietrznej otrzymały nakaz lądowania w pobliżu kanadyjskiego miasteczka Gander. 38 samolotów pełnych zdezorientowanych, przerażonych i wściekłych ludzi, mówiących różnymi językami, wyznajacych różne religie i nie mających pojęcia, co się wydarzyło. To właśnie ci ludzie są bohaterami Come From Away. Zarówno oni, jak i mieszkańcy kanadyjskiego miasteczka, którzy bez wahania przyjęli do siebie tymczasowo pozbawionych domu przybyszów z całego świata.
Wszystko to odbywa się w rytm wyjątkowej, folkowej muzyki. Najbardziej popisowym numerem jest zdecydowanie poruszające Me and the Sky (które wykonuje fenomenalna Jenn Colella), do moich osobistych faworytów należą też Prayer i I Am Here - ale niemal każda piosenka jest tutaj perełką. A ich siła leży przede wszystkim w ich prostocie. To samo można zresztą powiedzieć o minimalistycznej scenografii przedstawienia, na którą składa się kilkanaście krzeseł i dwa stoły. Poruszane w trakcie spektaklu przez aktorów, tworzą najróżniejsze formacje: samolot, autobus, bar, punkt widokowy... To niesamowite, że w erze scenografii multimedialnej tak wiele można osiągnąć przy tak ograniczonych środkach.
Kilka tygodni temu miałam okazję obejrzeć Come From Away w Londynie. Mój zachwyt był oczywiście do przewidzenia, ale nigdy jeszcze nie widziałam tak zaangażowanej i zadowolonej publiczności. I naprawdę się nie dziwię, bo to przedstawienie wyzwala ogrom pozytywnych emocji. To swoista celebracja leżących w nas pokładów dobroci, empatii i współczucia, choć oczywiście przeplatanych strachem, uprzedzeniami i nieufnością. Taka historia przywraca wiarę w ludzkość, a jest to historia tym pięknejsza, że prawdziwa.




A ja wciąż płacze jak słyszę połowę utworów z tego musicalu ❤💙
OdpowiedzUsuńNie dziwię się...
Usuń