Słuchawki i Wikipedia, czyli jak żyć

   

Życie fana musicalu to prawdziwy American dream. Wygrzewa się człowiek w świetle reflektorów. W uszach gra mu orkiestra. Każdy jego krok tworzy kolejną część misternej choreografii. Wszystko jest radosne i piękne, a Wielka Biała Droga stoi przed nim otworem.

Niestety – każdy sen, nawet amerykański, musi się kiedyś skończyć. Również sen o Broadwayu. Dlaczego? Dlatego, że jesteśmy w Polsce. Od światowej stolicy musicalu dzieli nas około siedmiu tysięcy kilometrów, a o czasie i pieniądzach nawet nie wspomnę. Tymczasem nasz musicalowy sen możemy zazwyczaj śnić najwyżej o Warszawie. Czegokolwiek byśmy o naszym kraju nie mówili, jego tradycja jest raczej uboga, jeżeli chodzi o teatr muzyczny. I choć w ciągu ostatnich kilku lat zaszły w tym obszarze zauważalne zmiany, Polska nadal nie jest krajem o szczególnie szerokiej musicalowej ofercie.

A mimo to musical ma w Polsce grono fanów – grono niewielkie, ale oddane. A więc: jak żyć, będąc nadwiślańskim fanem? Oto sprawdzony poradnik w kilku prostych krokach.

Krok 1: Słuchawki i Wikipedia

Najbardziej podstawowy – przynajmniej dla mnie – sposób na przeżywanie swojego fanostwa wcale chyba nie jest aż tak rozpowszechniony. Tak naprawdę rozumiem dlaczego. Zapoznając się z musicalem w ten sposób, muska się zaledwie czubek góry lodowej, którą jest całe przedstawienie. Jedyne, do czego ma się dostęp, to muzyka i fabuła, które – choć stanowią niezaprzeczalnie najważniejsze elementy musicalu – nie są jednak w stanie zupełnie oddać mu sprawiedliwości. Poza tym – wiem z doświadczenia własnego i nie tylko – naprawdę trudno jest się zmotywować do tego, żeby przez półtorej godziny siedzieć w miejscu i skupiać się na muzyce i kolumnie tekstu.

Z drugiej ta metoda umożliwia proste (i nie takie drogie) zapoznanie się z ogromną liczbą różnych musicali, których absolutnie nie byłoby szans obejrzeć na scenie – bo za daleko, bo za drogo, bo nie są już grane. Może nie jest to najbardziej satysfakcjonujące musicalowe doświadczenie, ale za to dobry sposób na prowadzenie ogólnego rozeznania i poszerzanie horyzontów. 

Krok 2: Ekranizacje

Nie wiem, jak to jest u innych, ale dla mnie oglądanie filmu wymaga znacznie mniejszego skupienia, niż samo słuchanie muzyki. Dzięki temu mamy szansę zobaczyć i docenić to wszystko, co umyka nam podczas słuchania cast albumu... w każdym razie tak wygląda sytuacja w idealnym przypadku. A takich jest, niestety, niewiele. 

Oczywiście, istnieją musicalowe filmy, którym niedaleko do perfekcji. West Side Story, Skrzypek na Dachu czy Deszczowa Piosenka to przecież niezaprzeczalna klasyka gatunku (w tym ostatnim przypadku to zresztą film jest pierwowzorem musicalu, a nie na odwrót). Fantastyczną musicalową adaptację stanowi Hairspray z 2005 roku. Mamma Mia! też doskonale daje radę. Słusznie doceniane jest Chicago. Ale już co do Into the Woods zdania są podzielone. W Nędznikach sprzeciw budzą zdolności wokalne Russela Crowe'a. W Upiorze sprzeciw budzi prawie wszystko. W Rencie... właściwie nie wiem co. 

Musical to niestety coś, co w Hollywood może łatwo ulec zniszczeniu. Tytuł musi się przecież sprzedawać; trzeba zatrudnić reżysera i aktorów, których nazwiska przyciągną do kina także niemusicalowych widzów; trzeba wszystko poprawić, polepszyć, podkoloryzować. No i cóż – czasem to się udaje lepiej, czasem gorzej. 

Mimo to bardzo niecierpliwie czekam na kolejne filmowe adaptacje musicali. Bardzo rozczarowała mnie wiadomość o przeniesieniu zapowiadanej premiery Wicked na rok 2021. Ale jeśli to oznacza, że końcowy efekt będzie lepszy, to jestem gotowa poczekać. No i oczywiście jestem szalenie ciekawa spielbergowskiego remake'a West Side Story (nie żartuję, to prawda: https://www.classicfm.com/discover-music/periods-genres/musicals/west-side-story-remake-cast-release-date-auditions/). Czy można zamienić w arcydzieło coś, co już jest arcydziełem?


Krok 3: Wersje Live

Nie, to nie to samo co filmy. Istotą wersji live jest to, że są nagrywane jednokrotnie i na żywo, bez  cięć i poprawek. Ale tych nagrań też nie można wrzucić do jednego worka. Niektóre z nich, takie jak Newsies Live, to po prostu profesjonalnie sfilmowane przedstawienia na scenie. Takie nagrania faktycznie niemal w stu procentach odpowiadają wersji scenicznej – zarówno pod względem doboru aktorów, jak i muzyki, scenografii i choreografii. Ale już na przykład Hairspray Live czy The Sound of Music Live tworzone są nieco inaczej. Nagrywa się je nie na scenie, ale w studio i w plenerze,  a  do obsady dołączają często znane nazwiska, służące promocji takiego nagrania. 

Inną kwestię stanowi fakt, że aktorstwo sceniczne jest, moim zdaniem, zupełnie nieprzystosowane do tego, żeby je rejestrowano jak film. Aktorstwo filmowe jest drobiazgowe, precyzyjne, zniuansowane; aktorstwo musicalowe musi być wielkie i wyraźne (co w żadnym wypadku nie czyni go gorszym). A kiedy aktorów, grających musical na prawdziwej scenie i dla prawdziwej publiczności, będziemy oglądać w zbliżeniu na ekranie telewizora, to ta różnica niestety będzie widoczna. 

Ale oglądanie musicalu wersji live jest zdecydowanie najbliższe oglądaniu go na żywo – taki jest zresztą zamysł tych nagrań. Niestety jest ich na razie niewiele, – a jeszcze mniej mogą zobaczyć polscy widzowie. Jeżeli to kogoś interesuje, to polecam zapoznanie się z platformą BroadwayHD –  coś w rodzaju musicalowego Netflixa. Oferta w Polsce jest wąska, ale w ciągu darmowego tygodnia można zobaczyć parę ciekawych tytułów. 


Krok 4: Polska scena musicalowa

Wspomniałam już, że oferta musicalowa w Polsce nie jest powalająca – ale jakaś jest. I to, jak z radością obserwuję, jest z roku na rok coraz bogatsza. Poziom musicali, które możemy w Polsce oglądać, jest bardzo zróżnicowany. Są kompletne gnioty; są przyjemne, ale nie powalające średniaki, a są przedstawienia naprawdę zachwycające. Co prawda polski teatr muzyczny nie może się równać – przynajmniej na razie, zobaczymy, co będzie kiedyś – z amerykańskim czy brytyjskim, ale na pewno idzie w bardzo dobrym kierunku. I jeżeli się dobrze poszuka, to można w którymś z polskich teatrów wyłowić prawdziwą perełkę. W przyszłotygodniowym poście postaram się opowiedzieć, gdzie takich perełek można u nas szukać. 


Koniec końców; bycie musicalowym świrem w Polsce nie jest bardzo łatwe czy wygodne, ale jest możliwe. Polski teatr muzyczny rozwija się z roku na rok, a i nas z roku na rok przybywa coraz więcej. W końcu – jak mówi nasze narodowe porzekadło – Polak potrafi. Czyż nie?

Komentarze

  1. Co to za shade na ekranizację Rent?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie mój shade, ja bardzo lubię ten film! Dlatego mówię, że nie wiem, co ludziom w nim przeszkadza.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty