Musical miesiąca: Natasha, Pierre & The Great Comet of 1812


Są w życiu takie rzeczy, do których trzeba dojrzeć. Jako dziecko za nic w świecie nie przełknęłabym na przykład francuskiego sera, wędzonego łososia albo oliwek; musiało minąć trochę czasu, zanim byłam w stanie docenić ich intrygujące, wyraziste smaki. Podobnych rewelacji doświadczyłam w obszarze muzycznym. I chociaż do niektórych musicalowych serów, ryb czy oliwek (na przykład tych skomponowanych przez Stephena Sondheima) muszę się jeszcze przekonać, to są i takie, w których już zdążyłam się zakochać. A koronnym przykładem tych ostatnich jest musical o nieprzyzwoicie długim tytule: Natasha, Pierre & The Great Comet of 1812. Z lenistwa zwany najczęściej The Great Comet.


Odkładałam ten musical na później nie dlatego, że wydawał mi się zbyt dziwny, ale dlatego, że planowałam najpierw zapoznać się z materiałem źródłowym. Wojna i pokój to w końcu klasyka światowej liteatury. Już od dawna ostrzę sobie na nią zęby, ale jakoś nigdy jeszcze nie miałam okazji się za nią zabrać. Sądziłam, że musical będzie dobrą motywacją, żeby spróbować zmierzyć się z tą literacką kobyłą, ale to przekonanie nie trwało długo. Mniej więcej do chwili, kiedy dowiedziałam się, że ten dwuipółgodzinny musical jest oparty zaledwie na 70-stronicowym fragmencie powieści Tołstoja; dotyczącym przede wszystkim tytułowych Natashy i Pierre'a. Natasha, młoda rosyjska hrabina, wdaje się w romans, czekając w Moskwie na powrót swojego narzeczonego z wojny; z kolei Pierre, starzejący się arystokrata, zmaga się z kryzysem egzystencjalnym. Jako że jedna z tych dwóch linii fabularnych bardzo do mnie przemówiła, postanowiłam zrezygnować z moich szlachetnych planów i wziąć się do razu za słuchanie The Great Comet. 

No więc wzięłam się za słuchanie... i nic. Musical był dziwny, fabuła mnie nie porwała, muzyka też nie wpadła mi w ucho. Za pierwszym razem to oczywiście normalne, ale ja podchodziłam do słuchania kilka razy; za każdym razem, nawet mimo występującej w głównej roli Phillipy Soo, traciłam zapał już po kilku piosenkach. Dlatego w końcu spisałam Natashę na straty. Musiał minąć ponad rok, zanim uznałam, że może warto dać jej jeszcze jedną szansę. Włączyłam nową, Broadwayowską wersję albumu i z zaskoczeniem stwierdziłam, że jest to jeden z najciekawszych i najlepszych musicali, jakie do tej pory słyszałam.

Uwielbiam Phillipę Soo, ale Denée Benton jest po prostu stworzona do roli Natashy...

Nie zrozumcie mnie źle: The Great Comet to wciąż naprawdę dziwny musical; ale w tej swojej dziwności intrygujący i ujmujący. Jego autor, Dave Malloy, robi wszystko jakby na przekór wszelkim konwencjom. Tekst ma być rymowany? A niby kto tak powiedział? Muzyka powinna być przyjemna dla ucha? Lepiej wprowadzić dysharmonię, żeby zilustrować napięcie między bohaterami! Należy stosować spójny rodzaj narracji? Zamiast tego wprowadźmy tekst w pierwszej, drugiej i trzeciej osobie, czyniąc postacie jednocześnie bohaterami, obserwatorami i narratorami własnej historii! Tekst prologu odsyła widza do programu, aktorzy wręczają widowni swoje instrumenty, słowem – czwarta ściana, o ile w ogóle istniała, leży w gruzach.

Jeszcze tylko dwie piosenki, obiecuję!

To bardzo nowatorskie podejście do twórczości musicalowej. W dodatku Dave Malloy posługuje się w swoich piosenkach naprawdę wyszukanym, górnolotnym językiem. Mam tu na myśli nie tylko rzucane beztrosko wypowiedzi typu I will implore him to do so, ale przede wszystkim obszerne, poetyckie monologi. Na przykład ten:

All of my life I spent searching the words
Of poets and saints and prophets and kings
Now at the end all I know that I've learned 
Is that all that I know is I don't know a thing
So easy to close off, place the blame outside
Hiding in my room at night, so terrified
All the things I could've been
But I never had the nerve
Life and love I don't deserve...

The Great Comet to dla wielu fanów symbol niesprawiedliwie potraktowanego, choć wybitnego, musicalu. W 2017 wygrał zaledwie dwie z dwunastu nagród Tony, do których był nominowany; przegrywając w najważniejszej kategorii Najlepszy musical na rzecz hitu Dear Evan Hansen. Niedługo później The Great Comet padł ofiarą castingowego skandalu, w związku z którym musical zdjęto ostatecznie z afisza.

To straszne, że tak dobry musical spotkał tak smutny koniec. Miejmy nadzieję, że za kilkanaście lat doczekamy się wznowienia, które przyniesie The Great Comet zasłużone uznanie. Ale wcale nie jestem pewna, czy tak się stanie, bo, podobnie jak francuski ser, ten musical nie jest dla wszystkich. Trzeba do niego najpierw dojrzeć i dobrze go przeżuć, zanim będzie się nadawał do przełknięcia. Wiem to z własnego doświadczenia. 

Animatic z dedykacją dla mojego ulubionego wzrokowca :) 

Komentarze

  1. I see what you did there (*blinks with both eyes*)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *gently pats your entire face to indicate my affection*

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty