Musicalowy starter pack, czyli jak zostać fanem
Początki są trudne. Zawsze, kiedy mam zabrać się za coś
nowego, zwlekam z tym i zwlekam, i jakoś zabrać się nie mogę. A im większa jest
dziedzina, z którą chcę się zapoznać – tym trudniej. Po prostu sam człowiek nie
wie, od czego zacząć.
Przypuszczam, że zainteresowanie się teatrem muzycznym – choć w moim przypadku było miłością od pierwszego wejrzenia – może sprawiać
podobny problem. Stąd poniższa lista. Jest na niej sześć pozycji (w
kolejności losowej), które, moim zdaniem, dobrze pokażą styl i istotę musicalu
komuś, kto wcześniej nie miał z nim do czynienia. Pozycji miało być pięć, ale
nie byłam w stanie się zdecydować na wyrzucenie żadnej z nich.
To jest oczywiście bardzo subiektywny wybór. Cztery z tych
sześciu musicali to moja osobista "święta czwórka", od której sama zaczynałam moją przygodę z teatrem
muzycznym. Ale starałam sie, żeby ta lista była dosyć różnorodna, zarówno pod
względem muzyki, tematyki i nastroju, jak i czasu powstania spektaklu. Mam
nadzieję, że dzięki temu każdy początkujący amator musicalu znajdzie tutaj coś
dla siebie.
Każdego z opisanych tu albumów można wysłuchać w Internecie.
Ja korzystam ze Spotify, ale w innych serwisach też na pewno uda się je
znaleźć. A zatem, bez dalszych wstępów – zapraszam!
... a starych musicalowych wyjadaczy bardzo proszę, żeby byli uprzejmi powstrzymać ziewanie.
... a starych musicalowych wyjadaczy bardzo proszę, żeby byli uprzejmi powstrzymać ziewanie.
Upiór w Operze
Klasyk nad klasyki. Osadzony we Francji na początku XX
wieku, spektakl opowiada historię Christine, młodej tancerki baletu w Operze
Paryskiej. Christine jest obdarzona pięknym głosem, który rozwija pod okiem
tajemniczego mistrza – oszpeconego muzycznego geniusza, zamieszkującego
podziemia opery. Jest w tej historii miłość, obsesja i tragizm, ale przede
wszystkim jest muzyka – zachwycająca, różnorodna muzyka, łącząca w sobie zarówno
styl opery i operetki, jak i muzyki rozrywkowej.
Gdybym miała wybrać spektakl, który stanowi według mnie
kwintesencję musicalu, na pewno byłby to Upiór…
Les Misérables
…albo Les Misérables, czyli, w wersji polskiej, Nędznicy.
Kolejny musical rozgrywający się we Francji, tym razem w pierwszej połowie XIX
wieku. Oparty na powieści Victora Hugo, nie przedstawia wcale, wbrew
powszechnemu przekonaniu, Rewolucji Francuskiej, ale tak zwane powstanie
czerwcowe. Rewolucja jest zresztą tylko jednym z epizodów w musicalu, który
stanowi przede wszystkim refleksję nad ludzką naturą. Nędznicy mają słuchaczowi
do zaoferowania piękne, pełne, bogate brzmienia, które natychmiast wpadają w
ucho i na długo pozostają w pamięci.
Hamilton
Zróbmy sobie na razie przerwę od klasyki i zajmijmy się
jednym z najwspółcześniej brzmiących musicali jakie istnieją: Hamiltonem. Kto nigdy nie słyszał o Hamiltonie, ten chyba żyje pod kamieniem, bo to największa
musicalowa sensacja ostatnich lat. Musical, w którym znajdzie się po trochu
wszystkiego: hip-hopu, jazzu, popu, soulu, klasycznego Broadwayu… Do wyboru, do
koloru. Historia jest, co prawda, odległa od nas w czasie i przestrzeni (rzecz
dotyczy rewolucji amerykańskiej), ale nowoczesny format przedstawienia i fantastyczna
muzyka sprawiają, że ta odległość zupełnie słuchaczowi nie przeszkadza.
Rent
Skoro już jesteśmy przy mniej klasycznych rytmach, to nie
mogę nie wspomnieć o rockowym musicalu Rent, opartym na operze Pucciniego
Cyganeria. Tytułowy czynsz (bo tak w tym kontekście trzeba przetłumaczyć słowo
„rent”) nie jest wcale największym problemem bohaterów tego spektaklu, z
których większość zmaga się z wirusem AIDS. Ci reprezentanci nowojorskiej
cyganerii artystycznej żyją z dnia na dzień. Jednocześnie kochają swoją La Vie Boheme i jej nienawidzą. A z całą pewnością bardzo dużo na ten temat śpiewają.
Wicked
Wiele jest musicali znanych i popularnych, ale trudno
znaleźć taki, który byłby bardziej powszechny, bardziej masowy, niż Wicked.
Nazwanie go swoim ulubionym to w w kręgach fanowskich może nie tyle wstyd, ile znak rozpoznawczy
musicalowego laika. Pochodzące z Wicked piosenki Defying Gravity, The Wizard
and I oraz Popular to pierwsze pozycje na każdej liście utworów zakazanych na
wszelkiego rodzaju przesłuchaniach. (Wbrew pozorom, to wcale nie jest
anyreklama, wręcz przeciwnie). Być może to nastawienie bierze się stąd, że Wicked to tak naprawdę fanfiction. Wyjątkowo udane fanfiction Czarnoksiężnika z Krainy Oz. Poznajemy w nim historię Złej Czarownicy z Zachodu
– tutaj znanej jako Elphaba i, koniec końców, wcale nie takiej złej…
Dear Evan Hansen
Spotkałam się kiedyś z opinią, że gdyby John Green napisał
musical, to wyszedłby z tego Dear Evan Hansen. Faktycznie, jest w fabule tego
musicalu coś jakby greenowatego. Rzecz dotyczy nastoletniego
chłopca, Evana, który cierpi na silny lęk społeczny. W ramach terapii ma pisać
listy, zaadresowane do samego siebie. Kiedy jeden z takich listów trafia w
niepowołane ręce, wystarczy jedno drobne kłamstwo, by Evan znalazł się w
sytuacji, z której potem niełatwo się będzie wyplątać.
Muzyka w Dear Evan Hansen ma bardzo współczesne, popowe brzmienie. To bardzo dobra propozycja dla osób, które
z musicalem nie miały do tej pory styczności.


Two to go :) Z czego Upiora i Nędzników muszę sobie przypomnieć, bo całą muzykę przesłuchałam tylko raz czy dwa razy. Cieszę, że mój ukochany DEH znalazł się na tej liście, ale nie wiedziałam o tym, ze uchodzi za greenowaty musical...
OdpowiedzUsuńCześć, z ciekawości -miałaś okazję zobaczyć "Dear Evan Hansen"?
OdpowiedzUsuńNa żywo niestety jeszcze nie. Ale mam nadzieję, że uda mi się w przyszłym roku wybrać do Londynu. Koszty będą pewnie niebotyczne, ale myślę, że warto. A Ty już widziałaś DEH? :)
OdpowiedzUsuńTak się zastanawiałam czy to będzie deh na końcu 😂
OdpowiedzUsuńJa bym to jednak zamieniła na Heathers no ale coz nie możemy się zgadzać haha
UsuńDEH jest lepszy na początek imho
Usuń