Musical miesiąca: Dogfight
| fot.: https://www.vulture.com/2012/07/theater-review-musical-dogfight-shows-teeth.html |
Możecie kojarzyć ich z oscarowego La La Landu. Albo z obsypanego nagrodami musicalu Dear Evan Hansen. A może z ich ostatniego muzycznego filmu The Greatest Showman. Ale to nie są jedyne dzieła wybitnego kompozytorskiego duetu Pasek&Paul. Zanim odnieśli wielki sukces, Justin Paul i Benj Pasek stworzyli musical Dogfight. I choć nie przyniósł im on natychmiastowej sławy, to warto poświęcić mu chwilę uwagi. Warto, bo jest naprawdę wyjątkowy.
Akcja musicalu opiera się na filmie pod tym samym tytułem. Jest rok 1963, San Francisco. Osiemnastoletni Eddie Birdlace i jego przyjaciele świętują ostatnią noc w kraju, zanim zostaną wysłani na front w Wietnamie. Na uświetnienie tego wieczoru obmyślają wspólną zabawę: każdy z nich ma przyjść na przyjęcie w towarzystwie najbrzydszej dziewczyny, którą uda mu się znaleźć; wygrywa oczywiście ten, kogo partnerka będzie najbrzydsza ze wszystkich. Wybór Eddiego pada na Rose, nieśmiałą kelnerkę z pobliskiej restauracji. Dziewczyna jest bardzo podekscytowana zaproszeniem – to w końcu pierwszy raz, kiedy ktoś zwrócił na nią uwagę. Naturalnie Rose nie zdaje sobie sprawy, że jest tylko pionkiem w szczeniackiej grze.
Już z tego opisu można wywnioskować, jak duży emocjonalny ładunek ma ta historia. Bohaterowie zmagają się w niej z całym spektrum zniuansowanych uczuć, od radości i ekscytacji po złość i gorycz. To z całą pewnością spore wyzwanie dla aktorów, którzy jednak w przypadku Dogfight spisali się znakomicie. Rola Rose była pierwszoplanowym debiutem Lindsay Mendez, która od tego czasu wykazała się ogromną wokalną i aktorską wszechstronnością. W roli Eddiego wystąpił z kolei czarujący Derek Klena. (Ten uwielbiany duet, obdarzony przez fanów nazwą Klendez, spotkał się na scenie ponownie, już kilka lat po Dogfight. Tym razem występowali w rolach zielonej czarownicy i zblazowanego księcia). Na wyróżnienie zasługuje też drugoplanowa rola cynicznej prostytutki Marcy, w którą wcieliła się świetna Annaleigh Ashford.
Muzyka Dogfight to zapowiedź przyszłych sukcesów duetu Pasek&Paul. Jest oryginalna i wyjątkowa, ale zdecydowanie pobrzmiewają w niej elementy charakterystyczne dla twórczości tych kompozytorów (patrz: zmiany tonacji). Choć musical nigdy nie został wystawiony na Broadwayu, to na szczęście zarejestrowano go w postaci albumu w wykonaniu oryginalnej obsady. Znajdziemy w tym albumie przepiękne utwory liryczne (Give Way), komiczne (Nothing Short of Wonderful), jak również numery tryskające energią (Some Kinda Time; Hey, Good Lookin'). Ukoronowaniem albumu jest występujący pod koniec pierwszego aktu przejmujący monolog Rose, Pretty Funny (spójrzcie tylko na jej oczy!).
To naprawdę wielka szkoda, że Dogfight nigdy nie trafił na Broadway. I równie wielka szkoda, że tak niewiele osób kojarzy, a jeszcze mniej docenia ten niezwykły musical. Ale być może na fali sukcesów muzyki Paska i Paula ktoś wreszcie przypomni sobie o ich wczesnej twórczości? Żyję tą nadzieją. A zanim to nastąpi: polecam, polecam i polecam!
PS Jeśli ktoś przegapił wczorajszy post o Tony Awards, to serdecznie zapraszam tutaj.


La La Land i The Greatest Showman obejrzane, Dear Evan Hansen przesłuchany, czyli one to go. Może jak przestanę słuchać w kółko Come From Away? ^^
OdpowiedzUsuńNo, nie powiedziałabym że one to go, bo to jeszcze nie wszystkie kompozycje P&P. Ale już bliżej niż dalej :D
UsuńA słuchanie w kółko Come From Away to bardzo dobry sposób spędzania czasu, pochwalam!
Aż mnie zachęciłaś, żeby w końcu tego posłuchać 😊
OdpowiedzUsuńYay! ❤
Usuń