Spełnione marzenia, czyli "next to normal" w Teatrze Syrena
Kiedy w październiku Teatr Syrena ogłosił casting do swojej nowej produkcji, naszła mnie natychmiast fala sprzecznych emocji. Z jednej strony nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. Czy to możliwe, żeby w Polsce wystawiono musical, należący do mojej absolutnej czołówki; musical, którego znam każdą nutę i każde słowo; musical, którego nigdy nie spodziewałam się obejrzeć na żywo? Z drugiej strony byłam lekko przerażona. Bo co, jeśli nowa adaptacja nie sprosta moim oczekiwaniom? Jeśli twórcy nie podołają trudnemu materiałowi? Jeśli next to normal nie będzie w polskim wydaniu tak dobre, jak być powinno? Wchodząc do teatru czułam, że czeka mnie jedno z dwojga: albo całkowite rozczarowanie, albo całkowity zachwyt. Wychodząc mogłam z czystym sumieniem powiedzieć, że właśnie udało mi się spełnić kilka musicalowych marzeń.
Marzenie numer jeden: zobaczyć na polskiej scenie musical w jakimś sensie przełomowy. Nie ma wątpliwości, że next to normal do takich należy. Ten spektakl zupełnie nie odpowiada temu, co statystyczny Polak wyobraża sobie, słysząc hasło "musical". I to nie tylko kwestia tego, że jest to spektakl na poważny i nietrywialny temat. Bo przecież o Nędznikach też nikt raczej nie powie, że to radosny musical. Nie, tu chodzi o coś innego. Przyjaciółka, z którą oglądałam przedstawienie, zwierzyła mi się w trakcie przerwy: "Najpierw nic nie czułam, ale potem pomyślałam, że to mogłaby być moja rodzina. I wtedy zebrało mi się na płacz". I myślę, że to właśnie o to chodzi. next to normal to historia rodziny, która zmaga się z bardzo poważnym problemem choroby psychicznej; historia, która dotyka widza w niezwykle osobisty sposób, jednocześnie sprawiając ból i dając pocieszenie. Te emocje towarzyszyły mi w moim pierwszym kontakcie z tym musicalem; tych też oczekiwałam od spektaklu w Teatrze Syrena. I cóż mogę powiedzieć – kolejne spełnione marzenie.
Tym, czego szczególnie się w przypadku tego spektaklu obawiałam, było jego tłumaczenie. Na palcach jednej ręki mogę policzyć musicale, których polskie teksty przypadły mi do gustu; w dodatku next to normal było moim pierwszym tłumaczeniowym projektem, więc mam do tych tekstów szczególny sentyment. Tłumaczenie Jacka Mikołajczyka było, moim zdaniem... przeciętne. Momentami bardzo dobre, momentami niestety zgrzytające w uszach. A momentami w ogóle niezbyt słyszalne z powodu problemów z nagłośnieniem, które są zresztą zmorą chyba każdego polskiego teatru muzycznego. Nie byłam też zachwycona kostiumami; zabrakło mi wśród nich charakterystycznego fioletu i czerwieni, które znacząco wybijały się w oryginalnym przedstawieniu.
To tyle z zarzutów. Naprawdę, niewiele wiecej negatywnych rzeczy mogę o tym spektaklu powiedzieć. Obsada była absolutnie doborowa, zarówno pod względem wokalnym, jak i aktorskim. Każde z aktorów podeszło do swojej roli indywidualnie i zinterpretowało ją na swój sposób. Diana Katarzyny Walczak jest zupełnie inna niż ta, którą wykreowała w oryginale Alice Ripley. Jest młodsza i bardziej energiczna; wyraźniejsze są także spowodowane chorobą kontrasty w jej zachowaniu. I gdyby nie mój sentyment, powiedziałabym, że to nawet lepiej. Ten sam sentyment sprawia, że żałuję, że Natalie w wykonaniu Karoliny Gwóźdź nie miała w sobie trochę więcej złości i goryczy, ale to tylko kwestia mojego przywiązania do Broadwayowskiego przedstawienia. Obawiałam się zresztą, że z powodu tego przywiązania będę skazana na rozczarowanie, jeśli chodzi o postać Gabe'a (którego na Broadwayu zagrał mój ulubieniec, Aaron Tveit). Miałam jednak szczęście – kolejne spełnione marzenie – trafić w Syrenie na spektakl, w którym w tę rolę wcielił się Marcin Franc. I poradził sobie z nią naprawdę znakomicie.
Czuję, że powinnam coś jeszcze skrytykować, ale naprawdę nie mam co. Polskie next to normal jest po prostu next to perfect. Jako urodzona pesymistka jestem w ciężkim szoku, że ten spektakl tak bardzo mi się spodobał. Kiedy tylko nadarzy się okazja, na pewno wybiorę się na niego jeszcze raz. Chętnie zobaczę inną obsadę i dosłucham tekstów, które mi umknęły; a szczególnie chętnie doświadczę jeszcze raz tych bolesnych, trudnych, pięknych emocji, które wywołuje we mnie ta niezwykła historia.


Komentarze
Prześlij komentarz