Musical miesiąca: Hadestown
Dzisiaj jest jednocześnie bardzo dobry i bardzo zły dzień na pisanie o tym musicalu. Dlaczego bardzo zły? Bo oryginalna broadwayowska ścieżka dźwiękowa Hadestown ukaże się za niecały tydzień, a pisząc tego posta, muszę opierać się na albumie off-Broadway. Dlaczego bardzo dobry? Bo już kilka dni później odbędzie się ceremonia wręczenia nagród Tony. A Hadestown jest nominowany aż do czternastu, co stanowi tegoroczny rekord. Chciałabym więc, jak na prawdziwego hipstera przystało, napisać o tym musicalu, zanim zrobi się modny. A mam nadzieję, że się zrobi, bo to bez wątpienia najlepszy musical tego sezonu. Rzućcie tylko okiem na to nagranie i spróbujcie się ze mną nie zgodzić.
Widzieliście kiedyś coś takiego? Ja nie widziałam. A przecież historia, na której bazuje Hadestown, ma prawie trzy tysiące lat. Na pewno wszyscy kojarzycie ten znany mit: śpiewak Orfeusz, zrozpaczony tragiczną śmiercią swojej ukochanej, Eurydyki, wyrusza w podróż do świata zmarłych, żeby przywrócić ją do życia. Hades, bóg podziemia, jest z początku Orfeuszowi niechętny. Jednak wzruszony jego muzyką i namowami swojej żony, Persefony, zgadza się w końcu spełnić prośbę śpiewaka - pod jednym warunkiem. I jedno jeszcze powiedział: – pisze Jan Parandowski – "Eurydyka iść będzie za Orfeuszem, za nią niech kroczy Hermes, a Orfeusz niech pamięta, że nie wolno mu oglądać się poza siebie". Poszli. Droga wiodła przez długie, ciemne ścieżki. Już byli prawie na górze, gdy Orfeusza zdjęło nieprzezwyciężone pragnienie: spojrzeć na żonę, bodaj raz jeden. I w tej chwili utracił ją na zawsze.
To prosta historia ze znanym zakończeniem, a jednak Hadestown opowiada ją zupełnie od nowa. Ze starożytnej Grecji przenosi akcję na koniec lat dwudziestych, w czasy wielkiego kryzysu gospodarczego. Ta zmiana ma ogromny wpływ na kształt całego musicalu. Przede wszystkim, Hadestown to już nie do końca mit – choć jednak też nie do końca fakt. To historia, leżąca gdzieś pomiędzy fantazją a realizmem. Zamiast świata zmarłych mamy tu gigantyczną podziemną fabrykę, wykorzystującą niewolniczą pracę tysięcy zdesperowanych robotników. Hades to potężny kapitalista; Persefona topi smutki nieudanego małżeństwa w alkoholu. Ale największą transformację przeszła Eurydyka. Eurydyka, która w micie nie wypowiada ani słowa, w tym musicalu wreszcie zabiera głos. I to nie delikatny głos leśnej nimfy, ale głos mocny, wyraźny; głos kogoś, z kim los nie obchodzi się lekko. Ale Eurydyka nie jest już na ten los zdana; dokonuje własnych wyborów, popełnia własne błędy i jest współodpowiedzialna za finał swojej historii.
Czas akcji Hadestown podpowiada też poniekąd odpowiedni styl muzyki. Lata dwudzieste to oczywiście jazz, i ten jazz jest w ścieżce dźwiękowej doskonale słyszalny – ale nie tylko on. Większość muzyki ma ciężkie, ciemne, jakby ziemiste brzmienie. Tym mocniej wyróżniaja się na jego tle lekkie, liryczne piosenki Orfeusza, śpiewane urzekającym falsetem; piękne folkowe ballady, w których nastrojowa muzyka współgra z poetyckim tekstem.
Nie ma co ukrywać: jestem bezgranicznie oczarowana tym musicalem, jego wyjątkową muzyką i fantastyczną warstwą wizualną (którą znam, niestety, tylko z nagrań...). Off-Broadwayowski album z 2017 roku uważam za majstersztyk, dlatego z tym większą obawą czekam na nagranie obsady z Broadwayu, w której zaszły spore zmiany. Pozostali w niej, na szczęście, odtwórcy ról Hadesa (Patrick Page) i Persefony (Amber Gray); zmienili się natomiast aktorzy wcielający się w role Orfeusza, Eurydyki oraz występującego w roli narratora musicalu Hermesa. Mam co do tych zmian mieszane uczucia (choć muszę przyznać, że Eva Noblezada to moim zdaniem świetny wybór na Eurydykę). Jestem też bardzo ciekawa nowych piosenek, które mają pojawić się w albumie. Jeżeli będą równie dobre, jak te, które już słyszałam, to nie ma powodu do niepokoju. Ja tak czy inaczej z radością sprzedałabym duszę Hadesowi, żeby zobaczyć ten musical na żywo.
But even that hardest of hearts unhardened
Suddenly; when he saw her there
Persephone, in her mother's garden
The sun on her shoulders, wind in her hair
The smell of the flowers she held in her hand
And the pollen that fell from her fingertips
And suddenly Hades was only a man
With a taste of nectar upon his lips
Nie ma co ukrywać: jestem bezgranicznie oczarowana tym musicalem, jego wyjątkową muzyką i fantastyczną warstwą wizualną (którą znam, niestety, tylko z nagrań...). Off-Broadwayowski album z 2017 roku uważam za majstersztyk, dlatego z tym większą obawą czekam na nagranie obsady z Broadwayu, w której zaszły spore zmiany. Pozostali w niej, na szczęście, odtwórcy ról Hadesa (Patrick Page) i Persefony (Amber Gray); zmienili się natomiast aktorzy wcielający się w role Orfeusza, Eurydyki oraz występującego w roli narratora musicalu Hermesa. Mam co do tych zmian mieszane uczucia (choć muszę przyznać, że Eva Noblezada to moim zdaniem świetny wybór na Eurydykę). Jestem też bardzo ciekawa nowych piosenek, które mają pojawić się w albumie. Jeżeli będą równie dobre, jak te, które już słyszałam, to nie ma powodu do niepokoju. Ja tak czy inaczej z radością sprzedałabym duszę Hadesowi, żeby zobaczyć ten musical na żywo.


O rany, ta piosenka jest cudowna ^.^
OdpowiedzUsuńNa początku czułam viby podobne do Hamiltona ^^
Ahh, cieszę się, że ci się podoba <3
UsuńPod cytatem jest jeszcze link do drugiej ;)
Nie zauważyłam, ale już nadrobiłam ;)
OdpowiedzUsuń